Styczeń 2010. Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: Iza   
03.01.2010.

Styczeń 2010

 

03.01.2010

 

Pierwszy wpis w Nowym 2010 roku rozpocznę od …. dawno nie aktualizowanego artykułu „Obrazki-wzory które podobają mi się ” – cz. VIII na pewno nie ostatnia.

 

Dawno też nie zaglądałam do mojej listy polskich blogów . Dodałam 4 najnowsze blogi.

 

W dziedzinie mojego wyszywania na razie cisza – nic nie wyszywam, odpoczywam sobie – co niektórzy jutro idą do pracy po świątecznej przerwie.

 

11.01.2010       Jestem, żyje ....

 

Dziś moja córka miała iść pierwszy dzień do szkoły do świątecznej przerwie a ja miałam wrócić do robótek. Wszystko miało być i już było prawie, gdyby nie wczorajsze opady śniegu. W telewizji śledziliśmy doniesienia o fali, która sparaliżowała rych drogowy w Europie. Aż z zazdrością oglądaliśmy zdjęcia pokazujące tony śniegu. Tłumaczyliśmy naszej córce, że u Babci i Dziadka jest dużo śniegu a u  nas były tylko  zapowiedzi opadów śniegu, od ubiegłego tygodnia i czekaliśmy na nie cierpliwie. To co nadeszło wczoraj zaspokoiło nas w zupełności i nie tylko. A zaczęło się od wczorajszych opadów śniegu około godz 16. Byliśmy wtedy u znajomych w miejscowości oddalonej od naszego mieszkanka jakieś 15 km (dojazd do nich zazwyczaj zabiera nam 15 min). Nasze córki informację o padającym śniegu przyjęły z wielkimi okrzykami - w końcu zimą dzieci czekają na śnieg. Po 4 godzinach postanowiliśmy opuścić towarzystwo i wrócić do domu. Już podczas wyjazdu z ich osiedla zauważyliśmy korek na drodze głównej, którą zazwyczaj jeździliśmy do domu. Zdecydowaliśy, że nie będziemy stali w korku tylko pojedziemy inną drogą - nieznaną boczną i  tu sprawdza się powiedzenie, że do domu nawet po ciemku i na ślepo się wróci. Prędkości zawrotnej nikt nie osiągał - max. 40 km na godzinę, (na autostradach - obwodnicach Madrytu M-40, M-50 było nie lepiej, max. były to prędkości 50 km na godz.). Po drodze do domu - bocznymi drogami - napotkaliśmy korek, problemy z podjazdem pod małe wzniesienia i po 1,15 godz. dotarliśmy do "bazy". Nasz kierowca niczym pilot samolotu otrzymał, za sprawne i bezpieczne "odtransportowanie" swoich domowników do domu podziękowania i oklaski. Moja córka mimo późnej pory poszła na taras z Tatą by choć trochę nacieszyć się śniegiem (w tym klimacie nigdy nie wiadomo czy śnieg przetrwał by do rana).

Dziś rano pierwsze co zrobiliśmy, to sprawdziliśmy stan pogodowy i stwierdziliśy, że śnieg nadal jest. Zaczęliśmy więc przygotowywać do wymarszu z domu. Mąż juz trochę spóźniony (zaspał jakieś 30 min) zdecydował się na jazdę do pracy metrem a my o 5 minut wcześniej postanowiłyśmy wyjść z domu. Po drodze moja córka mogła nacieszyc się śniegiem a ja zauważyc że moje osiedle jest wymarłe. W normalny dzień o tej porze (w drodze do przedszkola około godz 8.45) jest spory ruch. Dziś natomiast mało kto odważył się wyjechac samochodem, ale że i tak każdego dnia drogę do szkoły pokonujemy pieszo idziemy dalej. Ale już przeczuwałam, że szkoły raczej dziś nie będzie. Po dojściu do szkoły faktycznie okazało się, że Pan Woźny do szkoły dotarł (a mieszka jakieś 40 km od szkoły bliżej gór), Pani Dyrektor też jest na miejscu ale reszty ani widac ani słychać. Nieliczna garstka rodziców i dzieci pojawiła się w szkole i ... większość z nich wracała do domu. Owszem informacja była, że szkoła jest otwarta i nie będzie lekcji, ale nie ma też nauczycieli i większości dzieci i co będzie dalej zobaczą. My zdecydowałyśmy się na powrót do domu. Pisze ten post około godz. 10 w planach mamy dziś oczywiście zabawy na śniegu. Postaram się jeszcze dziś lub najpóźniej jutro zamieścić parę zdjęć tego co obecnie mamy w Madrycie.

 

Image
Około godz. 22 trzeba było skorzystac z okazji, że mamy śnieg.

 

Image
Dzieło z dnia poprzedniego zachowało się do rana.

 

Image
Większości samochodów o tej porze zazwyczaj nie ma, dziś są.

 

Image
Zdjęcie tego samego miejsca z 15.12.2009.

 

Image
Do pracy nie stawiło sie sporo osób - w tym nasz portero - dozorca.

 

Image
Plac zabaw.

 

Image
Najbliższa okolica pokryta śniegiem.

 

Image
Każde dziecko zjawiające się na placu zabaw mówiło o bałwanie. Jednak Hiszpanie chyba nie wiedzą jak się do tego zabrać. Zazwyczaj usypią kopczyk i próbują uformować coś w rodzaju głowy. Taki kopiec ma być tym bałwanem. Inna sprawa że śnieg może się nie lepić.

 

Image
Ktoś zrobił aniołka na śniegu? Ja w dzieciństwie nazywałam tę figurę orzeł.

 

Image
Oliwka używała śniegu do woli.

 

Image

Komentarze:

19.01.2010 19:06
No, to Oliwka ma teraz raj, tak biedna czekała na ten śnieg i się w
końcu doczekała :).

My też mówiliśmy, że robimy orzełka na śniegu,
zresztą nadal tak jest :).

Ostatnie zdjęcie jest superowe.

Aha mieszkacie
w fajnym budownictwie :).
AgnieszkaMD

 

14.01.2010

 

Tegoroczne wyszywanie krzyżykami chciałabym rozpocząć od 3 obrazków z serii Calico Crossaroad.  Jak pisałam w artykule „Podsumowanie 2009 roku i plany na 2010” będą to obrazki dla naszego kolegi. Związana z tymi obrazkami, kolegą i oczywiście kotem będzie „opowieść” w częściach. Zapewniam że pewne opisane sytuacje mogą Was wprowadzić w konsternację.

 

Dziś przygotowałam materiał i wzór do wyszycia jednego z obrazków.

 

Na dobry początek część pierwsza  (cz.I) opowieści - Wprowadzenie.

 

Kiedy w naszym dom pojawił się kot (Kiara - już niestety go nie ma) nasz kolega - nazwijmy go Salsichiun - stwierdził, że chyba sobie również przygarnie jakieś stworzonko. Ponieważ jest sam, będzie miał mu kto towarzyszyć i będzie miał kim się opiekować. Wybór padł na kota. Rozpoczął więc poszukiwania kota dla siebie od hiszpańskich schronisk dla zwierząt.

 

Zwierzęta przebywające w tego typu „placówkach” wiadomo, że:

- możemy wziąć za darmo lub za symboliczną kwotę,

- powinny być przebadane i w niektórych przypadkach zaszczepione,

- można czasem znaleźć w nich nawet rasowe zwierzęta,

- zazwyczaj były już kiedyś porzucone.

 

Salsichun znalazł kota dla siebie w jednym z podmadryckich schronisk. Kotek młody około jednego roku, czarny z białymi łatkami, z sierścią raczej długą. Niestety nie mam zdjęcia tejże kotki (postaram się je zdobyć), która otrzymała u swojego nowego opiekuna imię Kara.

 

Z racji wykonywanego przez kolegę zawodu, pierwszy obrazek wyszyję z motywem komputera.

 

Będzie to jeden z poniższych – jeszcze się nie zdecydowałam który.

 

Image

 

Image

 

Image

 

 

18.01.2010

 

Zapomniałam wam poprzednio napisać o naszej pogodzie a konkretnie o śniegu. Nasz zimowy „atak” skończył się wtorek. Przyszedł deszcz i wszystko zmył – dobrze, że w poniedziałek jednak nie było zajęć i moja córka mogła sobie poużywać białego puchu. Tak już jest, że odzwyczailiśmy się od śniegu, a Wy macie go w nadmiarze i zapewne też się odzwyczailiście od śnieżnych zim. Doskonale to rozumiem, pewnie też bym psioczyła gdyby taka zima dotknęła mnie, ale z drugiej strony właśnie Polska leży w takim miejscu, że śnieżne zimy nie powinny nikogo dziwić i jak najbardziej być widoczne.

 

A dziś kiedy wyszło słoneczko była wiosna.

 

Obrazek z Seri Calico rozpoczęłam wyszywać – coś dzióbnęłam. Niby szybko powinnam się z nim uwinąć ale chęci i możliwości brak.

 

Dziś za to opublikowałam artykuł, który przygotowywałam od jakiegoś czasu. Na blogach robótkowych Panie pokazują prace, które przygotowały na przyjście na świat dzieci. Niektóre z blogowiczek już pokazały swoje maleństwa, które w ostatnim czasie przyszły na świat, inne czekają na odpowiedni moment. Jest to dla mnie bardzo miły i wdzięczny temat, dlatego przygotowałam osobny artykuł. Zapraszam do przeczytania „Z okazji narodzin dziecka – cz.I – metryczki ”.

 

 

19.01.2010 19:06
no Ty, to Iza jesteś okrutna :PP.

Tak szybko skończyć opowieść, a ja
już się tak nią zaciekawiłam.

Czekam z niecierpliwością na ciąg
dalszy i ciekawa jestem, który obrazek wybierzesz :).

Ja ostatnio myślę nad pieskiem, jednak wiem jaka,

to jest odpowiedzialność i w pewien sposób "uwiązanie" więc się dalej zastanawiam :).
AgnieszkaMD

 

 

 

22.01.2010

 

Ten wpis miałam zrobić wczoraj ale tak szybko czas biegnie,  że …. robię go dziś.

 

Zmobilizowałam się  - czas najwyższy chwycić „poważnie igłę w swoje palce” i zacząć wyszywać a nie ściemniać.

 

Niestety idzie mi to opornie, ale to chyba ten typ haftu – czarne nici i dużo znienawidzonych back stitchy. Chyba wyjątkowo będę robić dwa hafty na raz i zacznę coś kolorowego.

 

Pierwszy obrazek z serii Calico – Cats by Kelly  jest ukończony.

 

Kika dziewczyn pytało mnie na jaki się zdecyduję, ale nic im nie odpowiedziałam.

 

Poniżej gotowy obrazek.

 

Image
Zostały zmienione kolory w tym obrazku.

 

Od około 1,5 miesiąca u nas w domu panuje sezon cytrusowy. Pochłaniamy dosłownie kilogramy cytrusów tygodniowo.  Testujemy różne odmiany pomarańczy, mandarynek i pomelo – wyjątkowo w tym roku grejpfruty nie goszczą na naszym stole (były może ze dwa razy kupione). I mimo że Hiszpania jest krajem gdzie gaje cytrusowe to nie rzadkość, to w sklepie bardzo trudno dostać smaczne cytrusy  (w Polsce dobrą opinią cieszą się marokańskie manadrynki). Sezon na zbiór tych owoców przypada właśnie zimową porą a podobno najlepsze (według opinii znajomej hiszpanki) pojawiają się dopiero w lutym i marcu.

 

Najsmaczniejsze pomarańcze jedliśmy w tym tygodniu - były to różowe pomarańcze.  2 kg tych pomarańczy (około 8-10 szt.) zniknęło w ciagu 2 dni. Czerwone pomarańcze (krwiste) zazwyczaj są kwaśne i też raczej ich nie kupujemy.

 

Po przyjeżdzie do Hiszpani dowiedzieliśmy się, że pomarańcze dzielą się na: deserowe (lub dosłownie tłumacząc stołowe - mesa) i na sok (zumo lub lechal). Pomarancze deserowe są zazwyczaj słodkie i mięsiste, natomiast na sok sa kwaśniejsze i bardziej soczyste.

W Polsce jakoś nie zwracaliśmy na to uwagi lub po prostu pomarańcze nie były opisysywane na stoiskach w ten sposób. Nie wiem jak jest obecnie w Polskich sklepach. W Hiszpanii można też spotkać się z opisem pomarańczy że są dobre na sok i jako deserowe. Już z doświdczenia wiem, że chyba te są najgorsze. 

 

 

 

Image
Pomelo, pomarańcze, cytryna i mandarynki.

 

Image
Można czasem kupić mandarynki z liśćmi.

Komentarze:

28.01.2010 22:23
obrazek jest fajniutki :).

Masz Iza dobry pomysł z haftowaniem dwóch obrazków na raz :).

Ja uwielbiam Pamelo mogłabym je jeść i jeść - hihi.

U nas oczywiście pomarańcza, to pomarańcza bez rozpisywania się jaka ...
Agnieszka MD.

25.01.2010

 

W miniony weekend postanowiłam wyszyć kolorowy obrazek.

 

Długo trwały moje poszukiwania serii obrazków, która odpowiadałaby moim wymaganiom. Otóż obrazki powinny być niewielkie (ich przeznaczenie na razie jest tylko mi znane – ujawnię je później), o intensywnych kolorach i wyraźnym kształcie (będą przeznaczone dla dziecka, które ma się narodzić w kwietniu). Szukałam i szukałam, ostatecznie wybrałam serię zwierzątek, która była publikowana w gazetce Marileny Ponto Cruz nr 17 (wyd. brazylijskie). Seria składa się z 13 zwierzątek (właściwie opracowane zostały wzory głów zwierząt).

 

Image
Marileny nr 17.

 

Przyjrzałam się dokładnie wzorom i trochę będę się głowić przy dobieraniu kolorów, bowiem jakość skanu i opracowanie schematów są….. no cóż tu nie będę się teraz rozpisywać. W każdym razie aby całość była kolorowa, skusze się na zmianę niektórych kolorów ramek.

 

Obecnie zwierzątka z tejże serii wyszywa również koleznka z bloga "Szyciownik Sarny ".

Do tej pory wybrałam 6 stworów i będę je wyszywać w następującej kolejności:

 

- krokodyl,

 

- słoń,

 

- lew,

 

- zebra,

 

- żyrafa,

 

- panda.

 

Może jeszcze coś wyszyję z tej serii. Na razie po weekendowym posiedzeniu z haftem mam wyszytego krokodyla i  jakoś od razu wróciła mi ochota na wyszywanie. Zastanawiam się czy zrobić czarne back stitch’e przy ramce tak jak jest to w oryginalnym wzorze i tak jak to zrobiła koleżanka. Na razie jest tak jak na załączonym zdjęciu.

 

Image
Po pierwszym posiedzeniu - już widać inny kolor ramki - buraczany.

 

Image
Krokodyl.

 

Do zestawu zwierzątek wyszyję również imię dziecka.

 

Komentarze:

28.01.2010 22:23

Wybrałaś sobie Iza milusie hafciki faktycznie, aż chce się haftować :).

Jak dla mnie obrazek mógłby już taki zostać ale z liniami też będzie ładnie,

to Ci pomogłam hihi.
Agnieszka MD.

 

28.01.2010

 

Na wstępnie chciałabym podziękować za wyróżnienia jakie od moich „czytelniczek” otrzymuję. Dziękuję za to, że mój blog i moja „wytwórczość” zyskała uznanie w Waszych oczach.

 

Nie publikuję tychże wyróżnień (nagród)  tylko dla tego, że ta stronka nie powstała po to by się nimi szczycić. Hafciarstwo jest swego rodzaju sztuką, w której wszelkie przymiotniki i nagrody są według mnie pojęciem względnym.

 

Bardzo cieszą każdego słowa uznania, a co jeśli ktoś „odważy się” nas skrytykować?

 

Zazwyczaj reagujemy na to z oburzeniem. Blog przecież to miejsce w internecie (jak zwykło się przyjmować to rodzaj elektronicznego pamiętnika), w którym dzielimy się swoimi myślami, a w przypadku blogów robótkowych także i swoimi pracami. Jednym nasze poglądy i prace podobają się i piszą do nas miłe komentarze, listy, drugim nie podoba się to co piszemy i co robimy (tych osób jest co prawda mało, ale czasami się pojawiają). Każdy ma prawo do swojego zdania, które według mnie należy uszanować.

 

Podsumowując dziękuję za przyznane do tej pory wszystkie wyróżnienia.

 

Dziś opowieści o kocie ciąg dalszy.

 

Opowieść cz II – Co z tego kota wyrośnie.

 

Kot Salsichana otrzymał w nowym domu wszystkie niezbędne akcesoria – np. samo dozujący pojnik i karmnik, kuwetę (nawet dwie), zabawki itd.

 

Po jakimiś czasie w gronie znajomych, którzy posiadali koty i mieli z nimi jakieś doświadczenie rozgorzała dyskusja na różne tematy. Jakimi karmami go żywić,  jak z nim postępować i takie tam kocie sprawy. Jednym tematów było obcinanie kotom pazurów, by nie drapały po melbach i innych rzeczach (nasz kot załatwił nam fotele - choć kupiliśmy mu specjalną „drapaczkę”, której jednak sobie nie upodobał). Nasz kolega stwierdził, że jeżeli to nie pomaga to może by kotu wyrwać pazury  - na szczęście nic takiego w rzeczywistości nie miało miejsca.

 

Kara po jakimś czasie pobytu w nowym domu wyładniała. Jej sierść nabrała pięknego połysku i była bardzo miła w dotyku. Kotek w brew pozorom nie był odżywiany specjalnymi karmami jaki można kupić u weterynarzy, a zwykłym whiskas'em, który według fachowców nie jest zalecaną karmą dla kotów.

 

Kot Salsichana często zostaje sam w domu i jest takim typem który, lubi samotnie spędzać czas  - nie można go złapać czy pogłaskać bo natychmiast ucieka. Wydawało by się że taki kot jest cichy, spokojny i nie wadzi nikomu. Nic mylnego – pozory mylą o tym miał się przekonać kolega …….

 

Ale o tym w następnej części.

 

A w dziedzinie robótkowej powoli, mozolnie, wyszywam drugi obrazek Calico.

Komentarze:

28.01.2010 22:23

Ty, to powinnaś Iza jakieś powieści pisać :),

 i znowu muszę czekać cierpliwie na ciąg dalszy ...

U mnie Iza też możesz przeczytać notkę na temat wyróżnień blogowych :).

Agnieszka MD.

 

30.01.2010

 

Jako drugi obrazek z serii Calico wybrałam schemat o nazwie „Water break”.

 

Image
Water break.

 

Ten obrazek doskonale obrazuje sytuację jak miała miejsce………

 

Tego dowiecie się z III cz. opowieści o pewnym kocie.

 

Opowieść cz III. – Czego jeszcze można nauczyć kota.

 

Pewnego dnia Salsichun stwierdził, że skoro koty są czystymi zwierzętami (dbającymi o swoją higienę) i jego kotek umie się załatwiać do kuwety, postanowił Karę nauczyć robić czynności fizjologicznych do ubikacji. Dobrze pisze a Wy dobrze czytacie.

 

W tym celu zbudował specjalną nakładkę w kształcie klapy od ubikacji która, była początkowo umieszczana na kuwecie. Kolejnym krokiem było „podwyższanie” co kilka dni nakładki tak, by osiągnęła wysokość ubikacji. Taki był „wymyślny plan” Salsichuna, który chciał nauczyć kota ludzkich obyczajów.

 

To tyle na dziś – może opowieść nie jest oszałamiająco długa ale komu by się chciało czytać w tym miejscu wywodów o kocie na np. 5 stron.

 

W ten weekend planuję znów wyszyć mały, kolorowy, zwierzęcy hafcik.

 

Tym razem będzie to słoń.

 

A dziś kibicujcie polskim szczypiornistom - piłkarzom ręcznym.

 

Komentarze:

02.01.2010 13:01

Kolejny obrazek jest super,

ja bym chętnie przeczytała 5 stron o kocich przygodach hihi

Agnieszka MD.

 

Hej Aga !

No to Cie trochę wiadomościami o mojej opowieści  rozczaruję.

Napisze jeszcze może ze dwie części i na pewno będą one krótkie.

Pozdrawiam Iza N-P.

 

 

 Jeżeli chcesz coś skomentować napisz na adres chica111@gazeta.pl lub przez kontakt (z  lewej strony) – w temacie wpisz komentarz.

Zmieniony ( 03.02.2010. )